Urashima Taro - bajka japońska

Internet jest przestrzenią w której możemy natknąć się na niespodziewanie interesujące rzeczy. Przemierzanie Internetu można porównać do podróżowania - co chwilę można spotkać coś nowego, dowiedzieć się czegoś nowego, zobaczyć coś pięknego. Podobnie jak w prawdziwym świecie, są też w Internecie rzeczy nieprzyjemne. Ale na co natrafimy, zależy w dużej mierze od tego jakimi ścieżkami chadzamy. Ja ostatnio trafiłem na coś co z japońska nazywa się tamatebako. Jest to rodzaj papierowej zabawki. Coś w rodzaju origami. O tyle ciekawe, że jest to także sposób zawijania prezentów. System pakowania. Na pierwszy rzut oka jawi się to, jako coś banalnego. Jednak za fasadą pospolitości, odkryłem coś naprawdę interesującego. Coś czego nie widać, a co kryje się za sztuką zaginania papieru. Jakaś idea, kultura i mitologia. Prezenty jakie przynosi los, a od czasu do czasu także ludzie, dostrzegam teraz zupełnie w innym świetle.
Jako dziecko marzyłem, żeby móc zwiedzić cały świat. W dorosłym życiu, zawsze kiedy nadarzała się okazja, to podróżowałem. Zwiedzałem inne kraje, chłonąłem ich zwyczaje, nastroje i kultury. Zawsze mnie fascynowało to co nieznane. Niestety przez wiele lat nie miałem możliwości podróżowania w życiu realnym. Dopiero teraz z nastaniem ery internetu, mogę spełniać swoje dziecięce marzenia.  Właściwie mogę w przeciągu sekund przemieszczać się z jednego krańca globu na drugi. Oczywiście to nie to samo, co obecność fizyczna na miejscu. Póki co komputer jeszcze nie zapewnia możliwości działania na węch, dotyk itd. Nie ma możliwości (jeszcze) przekazania takich wrażeń jak zapach, temperatura, powiewy wiatru. Ale mimo to ilość wiedzy o dalekim świecie, którą można wchłonąć w krótkim czasie jest większa, niż w czasie podróży na żywo. A wiele rzeczy może podpowiedzieć wyobraźnia.




Wciąż mnie zadziwia, jak zmienił się świat w ciągu zaledwie jednego pokolenia. Wystarczą dwie rzeczy - znajomość obcego języka i dostęp do internetu. Można przemierzać nieznane krainy, poznawać inne kultury, wzbogacać wiedzę. A wszystko z taką łatwością, kilkoma kliknięciami klawiszy. Świat realny i wirtualny przenikają się. Jakieś zdarzenie powoduje, że rzeczywistość się odmienia, patrzymy pod innym kątem. To co było banalne i znane, staje się nagle czymś nowym, zaskakującym. Lubię takie uczucie. Odkrywać coś dotychczas mi nieznanego. Coś nowego, często zagadkowego, a jednocześnie zabawnego. Co porusza wyobraźnię. Dzięki wyprawom wgłąb internetu takie momenty można przeżywać częściej. I jakże łatwo dzielić się z innymi.
Okazuje się, że chyba wszystko na tym świecie nie wygląda tak, jak na pierwszy rzut oka się zdaje. Wszystko ma dwie strony. Tę oczywistą i tę drugą. Ukrytą, która często pozostaje niezauważoną. Dopiero różne sztuczki uświadamiają, że coś stale umyka naszej uwadze. 



Nie tak dawno temu, zupełnie przypadkowo, natrafiłem na bajkę japońską Urashima Taro. Spodobała mi się bardzo. Postanowiłem więc zamieścić tłumaczenie. Sama bajka jest krótka, a treść prosta, więc nie sprawiło mi to kłopotu. Mam nadzieję, że czytelnikom bajka sprawi taką samą niespodziankę i przyjemność.



“Pewnego razu młody rybak Urashima Taro, wracając z połowu, zauważył grupkę dzieci, które znęcały się nad małym żółwiem morskim. Taro odebrał żółwika dzieciom i wypuścił do morza.

Kiedy następnego dnia wypłynął na połów swoją łodzią, podpłynął do niej potężny morski żółw. Będąc przy burcie łodzi, żółw odezwał się następującymi słowami: Dzielny rybaku, mały żółwik, którego wczoraj uratowałeś jest córką władcy mórz - smoka Ruijin. Pragnie on tobie podziękować za to, co zrobiłeś. Zaprasza cię do swojego królestwa.

Wielki żółw podarował rybakowi magiczne skrzela, żeby mógł oddychać pod wodą i zawiódł na dno morza. Znajdował się tam pałac Boskiego Smoka Ryūgū-jō. Tam spotyka cesarza Ryūjin i małego żółwia, który w cudowny sposób zamienił się w piękną księżniczkę o imieniu Otohime. Taro w gościnie przebywał czas jakiś, ale zatęsknił za swoją starą matką i wioską, w której mieszkał. Poprosił więc księżniczkę, aby umożliwiła mu powrót na powierzchnię. Księżniczce było przykro, że rybak ją opuszcza, ale wyraziła zgodę. Dla ochrony przed przeciwnościami wręczyła mu specjalnie wykonane pudełko o tajemniczo brzmiącej nazwie tamatebako. Zastrzegła jednakże, aby pod żadnym pozorem nie otwierał pudełka, ani nie starał się zobaczyć co jest w środku.



Nie namyślając się wiele, Taro schwycił tamatebako i wsiadł na grzbiet wielkiego żółwia. W niedługim czasie znalazł się na brzegu, w pobliżu swojej wioski. Udał się tam niezwłocznie.

Kiedy do niej dotarł, zauważył, że wszystko się  zmieniło. Jego starego domu nie było, nie było jego matki staruszki. A ludzie, których spotykał - wszyscy byli obcy. Nigdzie nie mógł odnaleźć kogokolwiek, kogo pamiętałby to, co się zdarzyło, zanim spotkała go przygoda z żółwiem morskim. Nikt też go nie rozpoznał. W końcu zapytał jednego z przechodniów, czy słyszał o rybaku Urashima Taro. Odpowiedź jaką usłyszał, wprawiła go w zdumienie - był tutaj bardzo dawno ktoś taki. Ale już go nie ma i słuch po nim zaginął. Zatonął w czasie połowu. Morze go pochłonęło. 

Po dalszym rozpytywaniu, Taro w zadziwieniu dowiedział się, że podczas jego kilkudniowego pobytu w pałacu Władcy Mórz, na brzegu upłynęło ponad 300 lat. 

Oszołomiony tym, czego doznał, nieświadomie  otworzył uniósł pokrywkę pudełka. Ze środka wydobył się obłok białego dymu. W okamgnieniu twarz mu się zmarszczyła, broda i włosy posiwiały, a plecy zgarbiły. 

Od strony morza, jak powiew wiatru, napłynął dźwięk. Był to szept księżniczki: Ostrzegałam cię, żebyś nie zaglądał do pudełka. Tam ukryłam twoją starość…